wtorek, 8 marca 2016

L'inizio | Początek

Bardzo często, słysząc jakiś ciekawie dla Nas brzmiący język obcy, obiecujemy sobie zawzięcie, że niebawem będziemy układać piękne zdania za jego pomocą. Czasem nawet idziemy o krok dalej i pełni zapału kupujemy książkę do nauki języka obcego. Zaopatrujemy się w całą stertę tomów, z których mogłaby korzystać co najmniej cała klasa maturalna. W domu szczęśliwi, że poprzez wydanie tak kolosalnej sumy na piękne, pachnące nowością książki- możemy już pojechać na wakacje do kraju, który tak nas zainspirował, ponieważ z tą stertą pod pachą udamy się do restauracji i będzie to jak najbardziej normalne. Jestem taką osobą, która z książek nie nauczyła się zbyt wiele, gdyż czytanie kolejnych słówek i uczenie się ich na pamięć po prostu nie sprawia mi przyjemności, a kiedy coś nie daje Nam satysfakcji, to powinniśmy zadać sobie pytanie po co to robimy.

Jak nauczyłam się kilku języków obcych?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, ale w niej kryje się cała trudność. Nie bałam się mówić, szukałam róznych sposobów, które mi najbardziej odpowiadały, bo przecież każdy z Nas jest inny. Jeden nie potrafi złapać kontaktu z rówieśnikami i woli swoją wiedzę czerpać z książek, a drugi (czytaj: JA) wszystko to, czego się w życiu dowiedział, zawdzięcza po prostu godzinom rozmów, praktyce. Na przykładzie mojego ukochanego języka Półwyspu Apenińskiego- nie znając innych słów poza gli spaghetti, la pasta, l'amore i tych typowych, kojarzonych natychmiast z włoskim, rzuciłam się w tamtą rzeczywistość, w tamten język. Na początku nie wiedziałam nic, nie pojmowałam bogactwa kulturowego Włoch, nie rozumiałam jak wielką miłością jestem w stanie go obdarzyć. Teraz, po niespełna dwóch latach od rozpoczęcia mojej przygody jestem świadoma, że mój wybór był jednym z najlepszych w moim życiu i gdybym miała wybrać po raz drugi- poszłabym dokładnie w tym samym kierunku.

Od czego zacząć?

Jak już wcześniej wspomniałam, pierwszego dnia, kiedy to postanowiłam, że jednak nauczę się tego języka, weszłam na zupełnie randomową stronę, na której mogłam znaleźć native speakerów, bedących w stanie pomóc mi na mojej drodze ku doskonaleniu moich umiejętności. Zaczynałam bardzo prosto, ucząc się prostych sformułowań, ponieważ w żadnym języku o nich zapomnieć nie wolno, a nawet po prostu się nie da. Standardowo: Ciao! Come stai, dove lavori, quanti anni hai? (Cześć! Jak się masz, gdzie pracujesz, ile masz lat? DLA DOCIEKLIWYCH: W czasowniku HAI nie czytamy spółgłoski H, która jest niema). Z czasem, w używanych przeze mnie zdaniach pojawiały się trochę bardziej skomplikowane sformułowania. Po czasie doszły do tego liczne filmy, na początku te, które doskonale znałam w polskiej wersji językowej, potem zupełnie nowe, wymagające trochę większego zaangażowania z mojej strony. W dzisiejszych czasach jest tak wiele możliwości, wystarczy wpisać dowolną frazę w YT i od razu możemy zacząć oglądać jeden z tysiąca różnych filmików na dany temat. Tak na prawdę starczy trochę motywacji i chęci do działania. Cały sęk leży w tym, żeby nie bać się i przełamać swój lęk. My, jako stosunkowo zamknięta cywilizacja, często obawiamy się, że co będzie, jak powiem coś i się zbłaźnię?  A może niepoprawnie użyję jakiejś konstrukcji gramatycznej? I wtedy odpowiadam: no i co? Użyjesz jej raz, drugi, trzeci, a za czwartym razem powiesz już to dobrze, a zapewniam, że z podwójną satysfakcją! (dla zupełnie opornych- cały cykl powtórzy się dwa razy). Pamiętaj- robisz to dla siebie, dla samorozwoju, dla lepszego kontaktu z drugim człowiekiem. Nauka języków obcych ma być przede wszystkim przyjemna, nie może być nudnym obowiązkiem. Postaraj się ją zorganizować w taki sposób, żeby sprawiała Ci przyjemność, a każde nowo poznane słowo było Twoim kolejnym odkryciem.

poniedziałek, 8 lutego 2016

La passione

“Non può comprendere la passione chi non l'ha provata.”
Dante Alighieri

Kto by pomyślał, że ten florencki filozof (a może bardziej polityk?), który wywodził się z rodu, należącego do partii gwelfów (ale zanudzać was historią, szczególnie już średniowieczną będę kiedy indziej), niemalże 700 lat po swojej śmierci wciąż będzie tak aktualny i tak prawdziwy? A może teraz, gdy możemy realizować swoje pasje w sposób o wiele prostszy, jest jeszcze bardziej prawdziwy i jeszcze bardziej żywy, niż w latach swojej świetności, kiedy to wywołał skandal, pisząc swoje najdoskonalsze dzieło "Divina Commedia", czyli nic innego, jak "Boska komedia" w dialekcie toskańskim. Tak, był to temat tak topowy, a zachowanie Dantego można nazwać co najmniej nonkonformistycznym. Ale o dialektach kiedy indziej, gdyż jest to tak rozbudowany temat i grzechem byłoby poświęcić tak istotnej dla Włochów części ich życia i kultury, jaką są dialekty (o tak, LICZNE dialekty!) jedynie kilka zdań i ja sama bym sobie tego nie mogła wybaczyć.
Więc o czym dziś? Tak zaczęłam od dosyć interesującej persony, jaką jest Dante, ale to zupełnie nie o niego tutaj chodzi. Raczej o jego słowa, o jak bardzo piękne słowa, które udało mu się kiedyś wypowiedzieć. Tak, nie może pojąć pasji ten, kto jej nie spróbował. I można się tu pokusić o stwierdzenie, że Dantemu nie do końca chodziło o takie znaczenie tego słowa, jak Nam się wydaje. Ale nie w tym rzecz. Pasja to dla mnie synonim miłości, poświęcenia się czemuś. To bardzo wielkie słowo. Jak podaje słownik PWN pasja to: «wielkie zamiłowanie do czegoś». To jeszcze więcej. To zupełne oddanie się jakiejś czynności, rzeczy.
Ale skąd wiedzieć, że to pasja? Jak to rozpoznać? Czy można ją posiadać, będąc dzieckiem, czy może istnieje magiczna bariera wiekowa, którą należy przekroczyć, ażeby być jej godnym? Tak na prawdę nie ma jednej recepty, nie ma zasady i właśnie to w niej jest najpiękniejsze. Ziemię zamieszkuje ok. 7,3 mld ludności, co szczerze mówiąc może być chwilami przytłaczające, bo jak w tak wielkim tłumie czuć się wyjątkowym? No właśnie. Po to są pasje, zainteresowania. Któż nie chce czuć się wyjątkowy, inny od wszystkich? 
A jak to było u mnie? Języki obce istniały w moim życiu od zawsze. Na początku był język niemiecki, angielski, potem do tej pięknej kolekcji dochodziły sukcesywnie: j. francuski, włoski, serbsko-chorwacki... Najważniejszy jednak dla mnie jest, jak łatwo można zgadnąć, język włoski. Moja historia z nim zaczęła się dawno, dawno temu, trwała kilkanaście dni, by po ponad 10 latach powrócić i uderzyć ze zdwojoną siłą. Ale od początku.
Każdy z Nas zna stare, dobre, włoskie piosenki. Nie są Nam obce takie tytuły, jak Felicità czy Sempre, sempre. 
No i właśnie, to od jednej, pięknej zresztą piosenki tak wiele się zaczęło. Zaczęła się ogromna miłość, pomysł na siebie. Zaczęło się wszystko. I choć starałam się to wyprzeć za wszelką cenę i wmawiać sobie, że to nie jest to, co chcę robić w życiu, bo przecież to tylko sposób na wolny czas i jego urozmaicenie... To jednak losu nie da się oszukać i teraz już wiem, że jestem dokładnie w tym miejscu, w którym powinnam była się znaleźć.
A co to za magiczna piosenka? Nic innego, jak właśnie to:
Sarà Perchè Ti Amo - Ricchi e Poveri


Miałam 6 lat i ciekawa świata, słysząc tę właśnie piosenkę, zapytałam starszą siostrę co to za język, który brzmi tak miękko i dźwięcznie. I tak zaczęła się moja przygoda. Choć w sumie jak szybko się rozpoczęła, tak szybko została odłożona na bok, na dłuższą chwilę. Najwyraźniej warto było czekać i szukać swojego miejsca, ponieważ po 12 latach już wiedziałam, że to właśnie z j. włoskim wiążę swoją przyszłość. 
Nie można bać się swoich marzeń, nie można mieć wątpliwości, bo wtedy nie uda się nic osiągnąć. Trzeba oddać się im do reszty i doskonalić się w każdy możliwy sposób. Wprowadzić je w każdą sferę naszego życia. W przypadku języków, jest bardzo łatwo zacząć. Wystarczy zmienić język telefonu, wpisać kilka fraz w wyszukiwarce i już można rozpoczynać piękną przygodę. W dobie internetu każdy z Nas może posiąść doprawdy ogromną wiedzę, jeśli tylko nie braknie mu odwagi i chęci do działania. 
Trzymam za Was kciuki, 
Siete grandi! 

 



piątek, 5 lutego 2016

O trudnych początkach...

Pewien mądry, grecki filozof, uczeń Sokratesa, znany powszechnie z imienia Platon, powiedział kiedyś (jak wszyscy mniemamy bardzo dawno, dawno temu): "Naj­ważniej­szy w każdym działaniu jest początek". Znaleźliby się pewnie tacy, którzy chętnie podjęliby polemikę z tym ateńskim przemądrzalcem, twierdząc, iż to przecież nie to, jak zaczynamy, lecz to, jak kończymy jest prawdą niemalże naturalną. Nie mnie oceniać jak jest w rzeczywistości. Wiem jedynie, że ja dopiero zaczynam i tego się trzymajmy. Jak na dobrze wychowaną dziewczynkę przystało- powiem coś o sobie, swoich zainteresowaniach, o tym, co sprawia mi przyjemność i w końcu o tym, o czym będę pisać.
Moje życie, choć tak de facto dopiero się zaczyna, pędzi w dość intensywnym tempie. Nie lubię się nudzić, nie lubię, gdy nic się nie dzieje. Wręcz uwielbiam wciąż coś robić, stąd też pomysł na tego bloga. Dlaczego? Bo tak bardzo chciałam podzielić się z innymi swoimi spostrzeżeniami i tak bardzo chciałam poznać spostrzeżenia innych. Tak, mam 20 lat (to jeszcze ten wiek, kiedy wymawianie tej cudownej liczby nie powoduje skrępowania na twarzy żadnej kobiety), jestem studentką filologii włoskiej, a języki obce to moja największa pasja, którą chciałabym dzielić się z innymi. Gdybym tylko mogła dzieliłabym się nią ludźmi wokół mnie, rozdając w malutkich, kolorowo zdobionych pudełeczkach. Niestety, życie wtedy byłoby zbyt piękne i łatwe, wszyscy umieliby wszystko i brakłoby miejsca na nietuzinkowość i talenty. A to już byłoby całkiem nieciekawe. Nie znaczy to jednak, że nic w kierunku spełniania własnych marzeń zrobić nie wolno, bo takie myślenie jest co najmniej niepoprawne. Co jeszcze o mnie? Lubię śródziemnomorską kuchnię, kulturę i historię państwa, leżącego na Półwyspie Apenińskim (czyli właśnie Włoch). Poza tym, jak każda dziewczyna lubię modę i kosmetyki, więc również im chciałabym poświęcić troszkę miejsca na moim blogu. Z założenia jest to właśnie blog lifestyle'owy, w którym będę po prostu pisać o tym, co  sprawia mi frajdę.
Chciałabym za rok, może troszkę więcej, wrócić w to miejsce, w którym jestem teraz, przeczytać tego posta i śmiać się z tego, co właśnie napisałam. To takie typowe. Tymczasem, w tej właśnie chwili jestem święcie przekonana, że każde z tych słów, które wyżej wysmarowałam znaczy wiele, każde z osobna i wszystkie razem są tak prawdziwe, jak nic innego. Może ta właśnie naiwność napawa mnie taką chęcią i zapałem do działania, a... A przecież o to chodzi! :)